O autorze
www.armulatomasz.blogspot.com - mój sportowy punkt widzenia.

Rocznik 1983, z wykształcenia dziennikarz, wrocławianin. Fan sportu, a zwłaszcza żużla, koszykówki i kolarstwa. Prowadzę bloga, ponieważ lubię mówić o tych, którzy odkręcają manetkę na pełen gaz i gubią rywali na ostatniej prostej bez używania hamulców. Pochodzę ze stolicy polskiej koszykówki, więc piszę o tym sporcie z pasją, bo się na nim wychowałem. To także osobisty hołd dla Adama Wójcika i jego osiągnięć.
Dopinguję także kolarzy, choć dopingiem się brzydzę. Planuję start w tegorocznym Tour de
Pologne dla Amatorów i opisuję moje przygotowania, bo lubię swoją pasją zarażać innych.

Sparta wstaje z kolan!

Udało się. Kibice wrocławscy po żużlowych barażach odetchnęli z ulgą. Kamień, który spadł z serca fanom Sparty walnął z taką siłą, że Stadion Olimpijski zatrząsł się w posadach, a huk było słychać chyba nawet… w Grudziądzu. I ciężko się dziwić. W końcu nadzieje były wielkie, presja duża, a oczekiwania wrocławskich kibiców jeszcze większe.

Milczałem na blogu podczas wszystkich czterech meczów barażowych, bo nie chciałem gdybać, obstawiać wyników i prorokować. Nie zamierzałem zapeszać, bo przez ostatnie miesiące wszystko co próbowałem przewidzieć na temat wrocławskiego speedway’a nie sprawdzało się. Zawsze wychodziło odwrotnie. A że w przypadku barażu obstawiałem utrzymanie Sparty w ekstralidze, to lepiej było po prostu milczeć.
Najpierw pojedynki z Wybrzeżem Gdańsk. Wygrana u siebie 52:38. Trochę mało, ale wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą. Jednak ekipa znad morza nie zamierzała zwijać żagli i obierać kursu na zaplecze ekstraligi. Oni cały sezon płynęli pod prąd na przekór wszystkim i niewiele brakowało, a w rewanżu zrobiliby niespodziankę sezonu. Ostatecznie wrocławianie przegrali drugi mecz na tyle nisko (39:50), że mogli szykować się do barażu z GTŻ Grudziądz. Ale nerwówka była. Sparta w dwumeczu okazała się tylko o trzy punkty lepsza od Gdańska. Rzutem na taśmę…

Wydawało się, że najgorsze mamy za sobą. Przecież druga ekipa z I ligi nie miała prawa postawić się drużynie Piotra Barona tak mocno jak wspomniane Wybrzeże Gdańsk. Mieli przecież przeciwko sobie regulamin, ponieważ nie mogli skorzystać z dwóch zawodników z Grand Prix, musieli na siłę wstawić do składu czwartego Polaka, a z powodu problemów zdrowotnych nie mógł w decydującym meczu wystąpić Watt. Jednak ci, którzy myśleli, że GTŻ zaprosi do siebie Spartę i padnie na kolana, aby błagać o niski wymiar kary na pewno byli mocno zaskoczeni. W zespole GTŻ nikt nie kładł głowy pod topór. Nikt nie prosił gości o szybkie i bezbolesne zabicie marzeń o ekstralidze dla Grudziądza. Przeciwnie! Żużlowcy pierwszoligowego zespołu prawie ten awans sobie na torze wywalczyli.

Mam ogromny szacunek dla teamu z I ligi. Nie zachowali się, jak jakiś klub z Daugavpils, który w 2009 roku nie przyjechał na baraże do Wrocławia, aby powalczyć z Atlasem Wrocław o awans, bo uznał, że nie ma szans i pieniędzy. Grudziądz to mocna ekipa z charakterem. Trochę za słaba na ekstraligę, ale za mocna na zaplecze.

Zwycięstwo gospodarzy 51:39 było nieoczekiwane, ale jak najbardziej zasłużone. To była jazda bez kompleksów. Ci faceci nie mieli nic do stracenia. Presja była po stronie wrocławian i szczerze mówiąc średnio sobie z nią na wyjeździe poradzili. Wielu uznało, że wrocławski żużel jest na kolanach. Ciężko się nie zgodzić. I tu nie chodzi tylko o baraże. One są tylko podsumowaniem tego powolnego schodzenia wrocławskiego żużla do parteru.

W rewanżu mogło być różnie. Nikt nie mógł być pewny swego, choć kibice z Grudziądza przywieźli do Wrocławia transparent: Bójcie się chamy! Do Ekstraligi wracamy! Trochę się pospieszyli. Zgubiła ich pewność siebie i w połowie meczu rewanżowego szybko zwinęli go ze swojego sektora, bo stracili nadzieję na zwycięstwo. I ciężko się dziwić. Ich rywalami nie była ta sama Sparta, która dwa tygodnie wcześniej nie radziła sobie na grudziądzkim torze. Wrocławianie byli zmotywowani, świetnie przygotowani i nie mieli w składzie dziur. Komplet Tomasza Jędrzejaka i Sebastiana Ułamka, powrót na tor po kontuzji Taia Woffindena i w sumie siedem punktów juniorów. Efekt? 60:30. Tylko jeden wygrany bieg gości. Utrzymanie w Ekstralidze. Radość pięciu tysięcy kibiców Sparty. Czego chcieć więcej?

Teraz to chyba spokoju i stabilizacji. Ale to nie jest łatwe. Co prawda sezon trwa, bo najlepsi walczą o medale, ale działacze wrocławscy już powinni myśleć o składzie na kolejny rok. Powinni, lecz nie robią tego i absolutnie nie jest to ich wina. No bo jak tu budować skład, choćby na papierze skoro nikt nie zna regulaminu na przyszły rok…?

Piotr Baron stwierdził po wygranym barażu, że nie chciałby dużych zmian w składzie i chce zatrzymać jak najwięcej zawodników. Ale oczywiście jest świadomy, że potrzebne są wzmocnienia. Nie mam pojęcia czy Spartę będzie na nie stać i na co działaczom pozwoli regulamin. Póki co cieszymy się z sukcesu WTSu i przyzwoitej frekwencji na Olimpijskim. Było nas około 5.000, więc widać, że w trudnym momencie potrafiliśmy się jako tako zebrać. Co by było gdyby GTŻ strącił nas w pierwszoligową przepaść? Osobiście uważam, że żużel we Wrocławiu mógłby zupełnie przestać istnieć. I chyba nie jestem jedynym, który tak myśli. To się słyszało i czuło na trybunach, bo w zeszłą niedzielę nie byliśmy świadkami spotkania o utrzymanie w lidze. To było coś więcej. Wygraliśmy mecz o przyszłość wrocławskiego żużla.

Sparto, dziękujemy!
Trwa ładowanie komentarzy...