O autorze
www.armulatomasz.blogspot.com - mój sportowy punkt widzenia.

Rocznik 1983, z wykształcenia dziennikarz, wrocławianin. Fan sportu, a zwłaszcza żużla, koszykówki i kolarstwa. Prowadzę bloga, ponieważ lubię mówić o tych, którzy odkręcają manetkę na pełen gaz i gubią rywali na ostatniej prostej bez używania hamulców. Pochodzę ze stolicy polskiej koszykówki, więc piszę o tym sporcie z pasją, bo się na nim wychowałem. To także osobisty hołd dla Adama Wójcika i jego osiągnięć.
Dopinguję także kolarzy, choć dopingiem się brzydzę. Planuję start w tegorocznym Tour de
Pologne dla Amatorów i opisuję moje przygotowania, bo lubię swoją pasją zarażać innych.

Siedem petard firmy Betard

Temat sztucznych ogni i tragedii, które się z nimi wiążą, to aktualny motyw dyżurny większości gazet. Taki okres. Z mojej strony, co prawda będzie o fajerwerkach i niewypałach, ale żużlowych, czyli bez życiowych wypadków i zbędnej dramaturgii. Czekając, aż taśma pójdzie w górę warto podsumować i sprawdzić, czy we Wrocławiu w przerwie transferowej nie bali się eksperymentować z dużymi petardami, czy może wolą trzymać w kieszeni zimne ognie.

Padła w końcu obrona Twierdzy Wrocław. Kto by się spodziewał, że Unia Leszno podpisze z Gnieznem zawieszenie broni i wspólnymi siłami zwerbują na swoją stronę Sebastiana Ułamka i Fredrika Lindgrena. Agresorzy działali tak szybko i niespostrzeżenie, że zrobili wyłom w murach Stadionu Olimpijskiego nim jego obrońcy zdjęli brezent ochronny z dział. I nie pomógł milion złotych brutto od władz obleganego miasta dla klubu. Odsiecz finansowa przybyła zbyt późno i nie była chyba wystarczająca, aby zmotywować obrońców twierdzy. I tak powstały dziury w składzie.


Mówi się, że nazwiska nie jeżdżą. I coś w tym jest, ale Sparcie pozostaje jedynie walka o utrzymanie drugi sezon z rzędu. Gdyby spadała jedna drużyna, to mógłbym liczyć na cud i zwyczajnego fuksa, jak w mijającym roku, ale nie przy zmniejszeniu ligi do ośmiu zespołów i spadku trzech ekip…

Takie życie, taki sport. Kiedyś mieliśmy tu petardy strzelające punktami, jak na zawołanie, a teraz pozostają w tym mieście jedynie zimne ognie i chłodna przedsezonowa kalkulacja. To jeszcze nie koniec świata, ale trudno się z tym pogodzić, bo zaangażowanie drużyny w utrzymanie ekstraligi w barażach było ogromne. I jak teraz widzę nieudolne ruchy transferowe działaczy, to mam wrażenie, że ta walka poszła na marne i tylko przedłużyła agonię żużla we Wrocławiu.

Jednak kolejny raz w rolę lekarza klubowego wcieli się Tomasz Jędrzejak, który pozostaje w Sparcie i zamierza choćby w pojedynkę reanimować swój klub. Wielki szacunek dla niego za taką postawę. O Jędrzejaku zatem krótko: to petarda o kalibrze 12 punktów na mecz i lokomotywa ciągnąca dolnośląski ekspress na pełnych obrotach. Ostatnia nadzieja żółto – czerwonych.

„Ogóra” ma wspierać statysta z tegorocznego Grand Prix Peter Ljung. Szwed w całym cyklu mistrzostw zdobył 57 punktów i zazwyczaj ubezpieczał tyły w każdej rundzie SGP. Nawet Hampel, który pauzował z powodu kontuzji nazbierał ich więcej.
Co prawda w lidze osiągnął trzeci wynik punktowy spośród wszystkich żużlowców – 163 punkty i średnio ponad 9 oczek na mecz, ale trzeba pamiętać, że była to I liga. Lindgren we Wrocławiu nie błyszczał, ale mam ogromne wątpliwości czy Ljung chociaż zbliży się do poziomu „Fredki”.

Jedzie z nami Tai Woffinden. Angol to kawał walczaka i bardzo pozytywna postać w ekipie Piotra Barona. Cieszę się, że został w Sparcie. Problem tylko w tym, że w przyszłym sezonie będzie musiał pogodzić starty w lidze z Grand Prix. Był już stałym uczestnikiem cyklu GP w 2010 roku. Uplasował się wówczas na 14 pozycji. Działacze BSI zdecydowali się dać mu dziką kartę w sezonie 2013, mimo jego przeciętnych wyników w lidze. Powód jest zatem inny – żużel na Wyspach przeżywa ogromny kryzys i trzeba było szybko wcisnąć do Grand Prix jednego reprezentanta Wielkiej Brytanii. Oby Tai wytrzymał presję i godnie bronił honoru brytyjskiego żużla. Czy jednak pogodzi ściganie w cyklu z jazdą w polskiej lidze? Udźwignie to logistycznie i kondycyjnie? We Wrocławiu mają nadzieję, że tak. A tu jak wiadomo od dłuższego czasu tylko nadziejami sportowymi człowiek żyje.


Przedłużył kontrakt także Nicolai Klindt. Duńczyk zaczynał karierę w Atlasie w 2006 roku pod okiem Marka Cieślaka. Załapał się nawet na złoty medal DMP we Wrocławiu, ale jego talent jakoś nie eksplodował. Raczej rozpłynął się później na zapleczu ekstraligi. Ostatni sezon też był pechowy i Klindt spisał go na straty z powodu kontuzji. Wystąpił w barwach Sparty tylko w pięciu meczach i zdobył 16 punktów. W sezonie 2013 to człowiek zagadka. Może ta petarda wystrzeli, a może nie. Bez sapera nie podchodź…

Trwały rozmowy z Piotrem Świderskim, ale nie zdecydował się wrócić do składu WTS-u i drugim polskim seniorem będzie Zbigniew Suchecki. Sezon 2012 spędził na zapleczu ekstraligi w Gdańsku, ale napędził wrocławianom stracha w barażach. W pierwszym meczu na Olimpijskim zdobył 9 punktów i 4 bonusy. Trzykrotnie przywoził z Pedersenem podwójne zwycięstwo dla Wybrzeża. W rewanżu było jeszcze lepiej – 11 punktów i bonus. Dzięki jego postawie Gdańsk prawie obronił ekstraligę. Taki zawodnik dla Sparty to może być prawdziwe wzmocnienie. Właściwie ostania deska ratunku. Jedyne wyjście awaryjne.

Nie chcą już w Unii Leszno Troya Batchelora. Australijczyk jeździł dla „Byków” od 2007 roku, a w sezonie 2012 zdobywał średnio 6 punktów w meczu. Teraz trafił do Wrocławia. Nie mam nic przeciwko. Dają bierz, biją uciekaj, bo jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.

Siódma petarda to w sumie czterech juniorów Sparty: Bojarski, Malitowski, Dolny i Trzensiok. Ale to raczej zimne ognie. Ciężko od młodzieży wymagać czegokolwiek. Może od Malitowskiego i Dolnego co najwyżej męskiej decyzji czy na pewno podejmują wyzwanie i chcą osiągnąć coś w tym sporcie. Ten sezon chyba będzie decydujący i da odpowiedź na to pytanie. Wóz albo przewóz.

Tak się prezentuje siedem petard firmy Betard. Wielu zapowiada, że stać ich tylko na spadek i to bez walki. Też jestem raczej sceptyczny i stwierdzam, że dla mnie ten skład jest przekonujący, jak film wojenny z udziałem pacyfistów. Ale nie ma co się łamać. Ja się nie obrażam i nie zapomnę przez zimę drogi na Olimpijski.

Sparta się sypie, ale problemy finansowe przeżywa niejeden ośrodek żużlowy. Bo nie brakuje pazernych zawodników i prezesów bez wyobraźni. Taka mieszanka wybuchowa rozwalająca polski speedway.

Dlatego nikomu w zbliżającym się sezonie 2013 nie życzę niewypałów w składach i bomb z opóźnionym zapłonem, które wybuchają formą dopiero po rozgrywkach i stać je tylko na walkę na łokcie w kolejce przy klubowej kasie.
Trwa ładowanie komentarzy...